 |
|
 |
|
Adusiek
Adminuś
Dołączył: 07 Cze 2005
Posty: 312
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: z porodówki
|
|
 |
|
 |
|
Wysłany: Śro 18:41, 29 Cze 2005 Temat postu: Czym jest śmierć... |
|
|
Czym jest śmierć? Czy końcem naszego życia, czy początkiem? Może nasze życie jest tylko wstępem, (pierwszym aktem) w jakimś dłuższym istnieniu?
Może to dopiero niebo jest naszym właściwym miejscem do egzystencji, a tu na Ziemi jest tak zwana strefa testowa na której dokonuje się segregacja i podział na tych którzy zasłużyli na istnienie ostateczne (niebo), lub takich, którzy na takie istnienie nie zasłużyli (piekło).
Wiec czy nazwiemy śmierć końcem życia, czy początkiem nowego? Bo zapytam się Was, jeżeli poza narodzinami i śmiercią nie ma nic, to po co żyć? Co byście zrobili gdybyście wiedzieli na sto procent, że po śmierci jest tylko cisza i ciemność (tzn. że nie ma nic)? Ja osobiście bym zwariował, nie mógłbym znieść myśli że żyjąc zmierzam tylko ku ciemności i nicości. I tak żyjemy ze świadomością nieuchronności naszego losu, ktoś kiedyś powiedział, że życie to choroba przenoszona drogą płciową, i kończącą się zawsze śmiercią.
To szczera prawda, więc dlatego nie dane nam będzie nigdy poznać tego co jest po śmierci, dlatego że my wszyscy żyjemy nadzieją, choć boimy się o tym głośno mówić , często płaczemy do poduszki i myślimy co z nami będzie? Wszyscy mamy nadzieję, że za progiem śmierci kończą się cierpienia i zaczyna sielanka, życie wieczne itp. Ale może też być, że po śmierci nie ma już nic, tak jakby ktoś zgasił światło i wyłączył fonię. No i po prostu przestajemy myśleć, widzieć, słyszeć, istnieć, a nasza ostatnią myślą w takim przypadku była by pewnie chęć pójścia z reklamacją do kościoła, którego przepowiednie nie sprawdziły się.
pracujemy, kochamy się, rozmnażamy, nieustannie mając przed sobą wyobrażenie śmierci, która na pewno kiedyś nadejdzie, choć każdy z nas myśli po cichu, że jego ominie. A wiec żyjemy na pełnych obrotach, robimy kasę, wychowujemy dzieci, jeździmy fajnymi furami (typu Peugeot 406 Coupe) mamy 45 lat, kładziemy się spać ze świadomością że mamy całkiem fajne życie, i że jutro podpisujemy intratny kontrakt (ale trudne wyrazy) ... i nagle rano przed naszym domem stoi "erka", a nas wywożą na noszach z twarzą pod białym prześcieradłem, bo w nocy jakaś żyłka w głowie nie wytrzymała i pękła. Więc po co te wszystkie wysiłki? Po to żeby nas szlag trafił nawet na środku ulicy, lub we własnej sypialni? A może zawał podczas seksu z ekstra blondynką? Życie to bezsens, a śmierć jest tego najlepszym dowodem. Niech każdy z was zastanowi się przez chwilę, ile tak naprawdę w życiu spotkało was dobrego i przyjemnego, a ile bolesnego i niemiłego. ZAWSZE będzie to stosunek 1 (dobro): 10 (zło) No, chyba że ktoś urodzi się w haremie z setką pięknych kobiet, nigdy nie zazna choroby i zła od ludzi (ale takie przypadki się raczej nie zdarzają)
Ten artykuł wzbudził we mnie mieszane uczucia... z jednej strony zgadzam się z autorem... lecz z drugiej strony nie chce się zgadzać... brzmi dziwnie... a co Wy myślicie ?
Post został pochwalony 0 razy
|
|